red-akcja blog

Twój nowy blog

wkurza nas to miejsce. a z planów interserwerowej zabawy też niewiele wynika.

dlatego przenosiny ostateczne.

teraz tylko w tym miejscu. zawsze. regularnie. najgorętsze informacje z życia redakcji. same istotne fakty.

zapraszamy:

http://red-akcja.blogspot.com

dołącz także do znajomych czasopisma „RED.”. W tym celu odszukaj nasz profil na naszej-klasie i zaproś nas do grona swoich kolesiów. zrób to już teraz!

Wsparcie

Brak komentarzy

Ciebie to nie kosztuje, a nam pomoże. Dlatego:

Przekaż 1% swojego podatku na K.I.T. „Stowarzyszenie Żywych Poetów”. [KRS: 0000061908]. W razie jakichkolwiek pytań, napisz: red._akcja@wp.pl .

EKSPANSJA

Brak komentarzy

Nie do końca wiemy po co i dlaczego, ale taki był nasz kaprys.

Dlatego od dzisiaj (albo od jutra; dopisać sobie fragment o lenistwie) jesteśmy w kilku miejscach jednocześnie. Taka Strategia.

Na razie głównie tu:
http://red-akcja.blogspot.com

Ale już na dniach także i tu:
http://red4kcja.wordpress.com

http://red4kcja.blox.pl

http://red-akcja.tumblr.com

http://red-akcja.blog.pl

Teoretycznie w każdym z tych miejsc pojawiać powinno się to samo. Ale jak wyjdzie, zobaczymy. Może zrobimy z tego hipertekst, a za cel statutowy weźmiemy sobie wyszukiwanie napięć pomiędzy różnymi wersjami tej samej notki?

Zaprasza się! WKRÓTCE ruszymy pełną parą.

Zadyma

4 komentarzy

Nowy numer „RED.a” już dostępny. Spis treści TUTAJ.




[okładka numeru 1 (6) 2008]


Poleca się!

Do numeru dołączony jest tom poezji „Stany skupienia” Tomasza Pietrzaka.


[okładka tomu "Stany skupienia". Projekt: Tomasz Fronckiewicz]



Informujemy,
że w ramach specjalnej serii „Gniazdowniki” pod redakcją Joanny
Mueller-Liczner ukazał się pierwszy tom pod tytułem „Korzenie – Drzewa”
autorstwa Dariusza Pado i Radosława Wiśniewskiego. Zdjęcie na okładkę
podarował autorom Jakub Certowicz z www.flattenimage.pl, projekt
okładki zrobił Tomek Fronckiewicz, skład i projekty graficzne – Lena
Jedlicka.


9 lutego, przy ulicy Bożniczej w Rzeszowie, w Pubie „Stara Drukarnia” o
godzinie 18:00 odbędzie się premierowe czytanie z tego tomu.



Zaprasza się.


Kolejne Gniazdowniki?


Sławomir Kuźnicki, Lena Jedlicka, Piotr Makowski.


 [okładka tomu "Korzenie - Drzewa"].


[plakat promujący spotkanie autorskie Dariusza Pado i Radosława Wiśniewskiego].

W ostatnich dniach stycznia tak wyglądała część redakcji „RED.”-a w księgarni akademickiej, zwanej też naukowo-humanistyczną, przy pl. Kopernika w Opolu. Pochwycił redakcję w obiektyw Bogusław Zator, który do Opola na spotkanie z nowym „RED.”-em przybył z Prudnika. Gwiazdą, czy raczej Gwiezdnikiem wieczoru, był jednak ktoś inny, a mianowicie: Kuba Niklasiński.

[część redakcji. foto: Bogusław Zator]


[Kuba Niklasiński. foto: Bogusław Zator]

Autor tutaj pochwycony takoż przez Bogusława Zatora cieszy się z tego, że wydał w serii Stowarzyszenia swój drugi tomik pod tytułem „Proste piosenki o mieszanych uczuciach”, dołączony do tego numeru „RED.”-a, który jest juz i w empikach, i sieci ruch s.a., i kolporter s.a., i espace, i w sklepie z poezją serwisu www.poezja-polska.art.pl

Nowe promocje w planach. Nowy numer w planach na marzec, na tenżesam marzec planowana premiera serwisu „RED”-a.

Istnieje taka szansa, że tutaj po raz pierwszy zoabczymy numer Obciachowy. Bez Obciachu i obrazy – zapraszamy.

Drogi Panie Ministrze,

Objął Pan już zapewne swoje włości, zatem dopóki nie osiądzie Pan w utartych koleinach, pozwoli Pan, że zwrócę mu uwagę na pewien problem, który pozostaje niezałatwiony od lat, a jego efektem jest kurcząca się nisza czasopiśmiennictwa literackiego w Polsce i rosnąca rezygnacja tych, którzy nie mając etatu ani gotowej pensyjki, jeszcze coś składają po nocach na prywatnych komputerach, ale zapał z nich opada.

Nie mam zamiaru się użalać nad ciężkim losem, bo ostatecznie – czy ja, czy inni redaktorzy, podejmowaliśmy zapewne wyzwanie bez złudzeń, że literatura mająca pretensje artystyczne może być zajęciem dochodowym. Owszem, byliśmy pewnie mniej więcej przekonani (piszę „my”, bo nie mam żadnego powodu, by uważać, że jestem osamotniony w tym myśleniu), że wprawdzie literatura nie jest zajęciem mainstreamowym, to nie „taniec z gwiazdami”, raczej coś bliższego zasięgowi modelarzom redukcyjnym, jednak zarazem jest to zajęcie o wiele istotniejsze od modelarstwa redukcyjnego, o czym Pana, jako Ministra Kultury, nie muszę chyba przekonywać.

Nie chodzi zatem o lamentacje ani o bezustanne błaganie o więcej pieniędzy z państwowej kiesy. Pieniędzy nam potrzeba, ale jest wiele rzeczy, które można zrobić, nie zmieniając kwot, jakie państwo polskie przeznacza na dotowanie naszych pism i pisemek. Oto kilka z nich:

1. Dystrybucja, kolportaż i sprzedaż to sprawdzian dla każdego tytułu. Najczęściej realizowany jest środkami własnymi. Zastanawiał się Pan jednak, dlaczego pisma literackiego nie kupi mieszkaniec Ołdrzychowic Kłodzkich ani podróżny udający się ze stacji Gniezno do miejscowości Śrem? Pan dostanie takie pismo do rąk własnych, ale co ma zrobić inteligent jak z obrazka Andrzeja Mleczki lub filmu Koterskiego? Otóż on tego pisma w ręce mieć nie będzie nie tylko dlatego, że się nim nie zainteresuje, ale dlatego, że dystrybutorzy prasy dbają nieustannie, aby niskonakładowe czasopisma nie zawracały im głowy. Tych dystrybutorów prasy w Polsce jest razem nie więcej niż dziesięciu, z których tylko jeden stosuje w miarę ludzkie metody działania, a pozostali obudowali się takim systemem utrudnień, opłat i marż handlowych, że komuś, kto już pismo wydał – bywa, że z dużym udziałem publicznych pieniędzy – zwyczajnie nie opłaca się tego pisma kierować do dystrybucji przez firmę R. albo K. czy nie daj Boże – firmę I. Zaczyna się od klasycznej stawki kolporterskiej, która jest ustalana na minimum 45-50% ceny detalicznej pisma, a ta zazwyczaj jest wyliczona nie pod koszty druku, ale pod możliwości czytelnika. Czytelnik pisma literackiego to zubożały inteligent, student, który ma nie po kolei w głowie, wykształciuch na dorobku – nie kupuje pisma, które kosztuje powyżej 10 PLN. Do zwyczajowej łupieżczej marży dochodzi 1000 i 1 ze sposobów wyłudzania dodatkowych pieniędzy – np. za transport nakładu, odesłanie zwrotów, metkowanie pisma przed wpuszczeniem w sieć dystrybucji (to kod kreskowy już nie wystarcza?), zgoda na zwroty fizyczne, składowanie zwrotów, opłata za niesprzedanie 50% egzemplarzy i wreszcie największa przyjemność – opłaty za przymusowe reklamy w wewnętrznych pisemkach dystrybutorów oraz tzw. „twarzowe”, czyli jednorazowa opłata dystrybucyjna, która jest nakładana zgodnie z wewnętrznymi uregulowaniami na wszystkich wydawców czasopism w wysokości od 3 do 7, a nawet 10 tys. PLN. Być może taka kwota dla „Gazety Wyborczej” albo „Playboya” nie stanowi problemu, jednak dla nas oznacza, że musielibyśmy dopłacać z własnych kieszeni do dystrybucji i to nie mało. Zazwyczaj tyle, ile w naszych kieszeniach nigdy nawet w przybliżeniu nie widzieliśmy. Chcielibyśmy móc w mniejszym stopniu wisieć u klamki kierowanej przez Pana instytucji, nie wisieć u klamek starostów, marszałków, burmistrzów i prezydentów, wiemy, że macie nas Państwo trochę dosyć. Chcielibyśmy w jakimś stopniu móc swoje wizje realizować dzięki własnym środkom. Nie wiem jednak, jakie rozwiązania prawne, polubowne, mogłyby zostać wdrożone, aby dystrybutorzy prasy i książek zechcieli dać nam zarobić na sprzedaży.

Obecnie nasze pismo nie ma możliwości zarobienia na koszty druku. Musiałoby się sprzedawać w 100% nakładu i kosztować w sprzedaży detalicznej 24,50 PLN. Ale wtedy nikt by go nie kupił, nawet ja sam. Tymczasem wiadomo, że pismo, które się sprzedaje, może być traktowane poważniej przez reklamodawcę, życzliwiej patrzy na niego także publiczny mecenas – bo sprzedaż pokazuje, że pismo jest komuś, poza jego redakcją, potrzebne.

2. Innym problemem, który leży w gestii ministra, jest uproszczenie systemu dotowania czy subsydiowania prasy literackiej. Wydawanie pisma literackiego to proces ciągły, wymagający strategicznego planowania na lata, nie na dni czy tygodnie. Czytelnika trzeba przyzwyczaić do obecności pisma na rynku, nawet jeżeli jest to tylko kwartalnik. Tymczasem jesteśmy zmuszeni, my, redaktorzy pism niepatronackich, do stawania co roku do konkursów o dotacje i jako redaktorzy zaczynamy się w głównej mierze zajmować sztuką pisania wniosków, rozliczeń i preliminarzy, nie zaś redagowaniem pisma. Potem czekamy tygodniami na decyzję komitetu, potem Pana Ministra, a potem na podpisanie umowy i wreszcie kolejnych kilka tygodni na przelew gotówki na konto. Składając kilkunastostronicowy wniosek, plus kilkanaście stron załączników – na początku stycznia, czeka się na pieniądze do lipca-sierpnia. Rozlicza się, kolejnymi kilkunastoma stronami druku ministerialnego i kilkunastoma stronami załączników – do grudnia i w zasadzie można już pisać nowy wniosek. Pytanie-dzwon brzmi: skoro nasze organizacje są zapisane w rejestrach sądowych, urzędach skarbowych, sprawdzają nas i kontrolują organy nadzorcze, dlaczego również Ministerstwo nie może nas sprawdzić samo? Dlaczego to my bierzemy urlopy, biegamy po sądach, urzędach? Dlaczego, jeżeli składamy wnioski w styczniu, wymaga się od nas rozliczenia i sprawozdania finansowego, które zgodnie z prawem składamy (jako stowarzyszenia, firmy) do 31 marca danego roku? I po co ogłasza się tzw. trzeci nabór wniosków we wrześniu, skoro wiadomo od lat, że w ramach trzeciego naboru nigdy nie ma już pieniędzy?

Reasumując – uproszczenie wniosków o dotacje, usprawnienie procesu decyzyjnego, przemyślenie procedury dla wniosków wieloletnich, zdjęcie z nas kilku obowiązków udowadniania, że nie jesteśmy wielbłądami, umożliwiłoby nam w większym stopniu rozważanie strategii wobec czytelników, a nie – z całym szacunkiem – wobec kolejnych Ministrów.

3. Dlaczego nie ma jednoznacznej wykładni dotyczącej prawa zamówień publicznych w odniesieniu do redakcji, które nigdy ani na początku, ani w połowie roku nie wiedzą, jaki procent środków będzie pochodził ze środków publicznych? Ponieważ co roku musimy stawać do konkursów, ponieważ kwoty przez nas wnioskowane są obcinane wielokrotnie, ponieważ z powodu miejsc po przecinku nasze wnioski są odrzucane ze względów formalnych – nie ma boskiej mocy, byśmy byli w stanie przedstawić plan finansowy na dany rok, nawet w przybliżeniu, a tym bardziej, byśmy mogli znać kwotę, jaką możemy przeznaczyć na realizację zadania, na które powinniśmy ogłosić jedno z postępowań przewidzianych w Prawie Zamówień Publicznych. Z numeru na numer robimy wygibasy techniczne, objętościowe, wszelkie inne. Nasze zadanie jest niby ciągłe (bo czasopismo jest wydawnictwem ciągłym) de iure, ale de facto – nie ma nic bardziej nieciągłego niż realizacja takiej działalności wydawniczej.

4. Jest jeszcze kwestia niby drobna, ale znakomita. Jak Pan wie, jako wydawcy, jesteśmy zobowiązani kilkanaście egzemplarzy pisma bezpłatnie przekazywać wybranym bibliotekom w kraju, przesyłki te zwolnione są z opłat pocztowych. Gdyby tak istniała możliwość zwolnienia z opłat większej ilości egzemplarzy rozsyłanych przez redakcje w ramach promocji, niechby i do bibliotek, do klubów literackich, domów kultury i ośrodków, które organizują – wiemy to przecież, jesteśmy w tym środowisku – imprezy literackie, konkursy, spotkania autorskie? Ci, którzy decydują się na odbieranie (za kolejną opłatą dystrybutorską) zwrotów swojego pisma, zapewne woleliby, żeby wędrowało ono w takie miejsca niż żeby kurzyło się w redakcji. Niestety, po zniesieniu ulgowej opłaty na tzw. „druki”, wysłanie pisma rozmiarów naszego kosztuje średnio 4–4,50 PLN, a nas nie stać na takie rozmiary działalności charytatywnej. Ostatecznie, w przytłaczającej większości nikt z nas – redaktorów, składaczy, korektorów, autorów – nie pobiera honorariów albo pobiera je w symbolicznej formie.

5. Na koniec – może dobrze by było powołać jakieś otwarte, kolegialne ciało przy Ministerstwie? Jakiś rodzaj stałej konferencji przy Ministrze Kultury, na obrady której każdy – od redaktora art-zinu po redaktora pisma patronackiego Biblioteki Narodowej – miałby wstęp, a która byłaby może uciążliwym, ale kreującym nowe pomysły i idee ciałem doradczym Pana Ministra?

Mam nadzieję, że nie potraktuje Pan tego listu jako wdzieranie się redaktorów pism literackich w nieswoje kompetencje i na nieswoje podwórko. Dobrych doradców nowy rząd zdaje się mieć wielu, ale jak mawiała moja prababcia, kresowiaczka – od przybytku głowa nie boli.

Z wyrazami szacunku i życzeniami najlepszej kadencji,

Radosław Wiśniewski

RADOSŁAW WIŚNIEWSKI – ur. 1974, poeta, krytyk literacki; współzałożyciel i redaktor naczelny kwartalnika „Red.”, wiceprezes K.I.T. „Stowarzyszenie Żywych Poetów”. Mieszka w Brzegu.

pozostałe listy:

http://festiwal.czasopism.pl/

Szanowni Państwo,

wiosną 2008 roku ukaże się numer 1 (6) / 2008 pisma literackiego „Red.” pod zbiorczym, na razie roboczym, tytułem „Zadyma- ustawka – konflikt – rokosz”.
W ramach blogu tematycznego będą nas interesować wypowiedzi dot. konfliktów, zadrażnień, wojen, wojenek, ustawek, burd i awantur literackich lub o literaturę.
Może to być to także literatura o konfliktach lub z konfliktu czyniąca główną oś napięcia i przejęcia. Jesteśmy zainteresowani prozą, esejami, felietonami, zadawnionymi polemikami, zjadliwymi atakami.
Nie wykluczamy że będą to ataki na nas lub wymierzone gdzieś w okolicę.
Ciekawią nas też metawypowiedzi na tematy bardziej ogólne – na przykład jak ostatnie wydarzenia polityczne w kraju odbiły sie na dyskusjach literackich i czy w ogóle sie odbiły?
Albo inaczej – czy w ogóle jeszcze są jakieś konflikty w literaturze polskiej? Czy może, mimo wywołanych ostatnimi czasy kilku dyskusji takich jak te w „Gościu Niedzielnym” czy „Tygodniku Powszechnym”,
linia konfliktu nie biegnie w poprzek literatury, ale zupełnie gdzie indziej? Może literatura i w literaturze nie ma już prawdziwych emocji i spornych punktów? Może już nigdzie w ogóle nie ma realnych konfliktów za które warto by było przelewać tusz, bity, piksele?

Niezależnie od tematycznej osi numeru 1(6)/2008 zawsze oczekujemy na ciekawe teksty wypełniające wieszak – eseistykę, krytykę literacką, recenzje, poezje, prozę, debiuty, dramaty, plotki i informacje o konkursach.

Termin nadsyłania tekstów mija z dniem 6 stycznia 2008. Liczymy na współpracę,

w imieniu zespołu serdecznie pozdrawiam i liczę na spotkanie na łamach,

Red. Nacz

Kończą się prace nad kolejnym numerem pisma literackiego „Red.”. Numer przewidywany do dystrybucji na terenie całego kraju na przełomie listopada i grudnia. Jego hasłem przewodnim ma być tym razem „Obciach”, czyli wszystko to, co doprowadza sztukę, a przede wszystkim literaturę, na krawędź kiczu i złego smaku. Wśród wielu artykułów i tekstów na pewno zwracać będą uwagę obszerne fragmenty prozy Przemysława Jurka, poetyckie komiksy (albo ilustrowane wiersze) Przemysława Owczarka czy blok artykułów o strategii kampu – świadomego kiczu w literaturze amerykańskiej. Warto też polecić obszerny wywiad z Andrzejem Stasiukiem, laureatem nagrody Nike w roku 2005, który opowiada o swoich fascynacjach prowincją i najnowszej książce „Dojczland” wydanej w tym roku. W numerze jak zwykle rozbudowany segment recenzji i działów stałych.

Bezpłatnym dodatkiem do pisma będzie tom wierszy Kuby Niklasińskiego „Proste piosenki o mieszanych uczuciach”.

Zarówno samo pismo jak i ksiązka będzie dostępna w sieci sprzedaży „Empik”, „Ruch”, „Kolporter”, „Esapce”, Traffic” i w internecie w sklepie internetowym serwisu www.poezja-polska.art.pl . Dodatkowo w Brzegu zarówno zespół pisma, jak i autorzy będą osiągalni i dotykalni 15 grudnia 2008 roku w Kawiarni „Ambrozja” w ramach 3. już „Sezonu Grzewczego”.
Numer niestety będzie numerem podwójnym nominalnie. Po poślizgu z początku tego roku nie jesteśmy w stanie inaczej nadrobić dziury w numeracji. Chcieliśmy ten numer wydać w ciągu dwóch miesięcy od poprzedniego, ale okazało sie to niemożliwe.
Proszę jednak trzymać za nas kciuki, istnieje szansa, że w przysżłym roku dotrzymamy rytmu 4 numerów a kto wie może i 5… To już będzie coś. 5 numerów w roku, to jest osiąg, nie? O tempora, o mores.


  • RSS